poniedziałek, 8 października 2012

"Smażone zielone pomidory" Fannie Flagg

Podobnie jak było z "Rozważną i romantyczną" po "Smażone zielone pomidory" Fannie Flagg sięgnęłam przy okazji wrześniowego wyzwania książkowego. Wśród kryteriów wyboru książki znalazło się właśnie warzywo w tytule. Długo nic nie mogłam znaleźć, w końcu zdecydowałam się na te pomidory.


O autorce słów kilka:
Fannie Flagg to amerykańska pisarka, urodzona w Alabamie w 1944 roku. Do tej pory wydała 7 pozycji, z czego większość trafiła na listę światowych bestsellerów. 

Fakty o powieści:
Opublikowane po raz pierwszy w sierpniu 1987 roku. Sfilmowana w 1991 roku. Do dnia dzisiejszego zarówno film, jak i książka biją rekordy popularności. 

[ z wikipedii:]

Fabuła skupia się wokół życia Idgie Threadgoode – chłopczycy, która do końca życia odczuwa traumę z powodu tragicznej śmierci brata pod kołami pociągu. Mimo to, dziewczyna jest radosna – korzysta z życia i pomaga innym. Wraz z Ruth, koleżanką uratowaną z rąk brutalnego męża, zakładają restaurację Whistle Stop Cafe. Idgie kocha Ruth całym sercem i pomaga jej w opiece nad synem. Gdy synek Ruth wpada pod pociąg, który ucina mu rękę, Idgie pokazuje mu, jak zapomnieć o bolesnych przeżyciach.
Akcja powieści toczy się w dwóch przestrzeniach czasowych: w latach 30. XX wieku, w czasach młodości Idgie w miasteczku Whistle Stop w stanie Alabama oraz w latach 80, w domu spokojnej starości w Birmingham.


Moja opinia:
Początkowo podchodziłam do tej pozycji sceptycznie. Pierwsze otwarcie książki zakończyło się po kilku stronach. Pomyślałam wtedy, że mogę mieć problem by ją zmęczyć. Jednakże bardzo się myliłam. Po kilku stronach tak się wciągnęłam w tę powieść, że nie spałam po nocy byle tylko dowiedzieć się co dalej?
Jest to książka, w której (zgodnie z resztą z jej opisem) można odnaleźć wszystkie najczęściej poruszane przez autorów wątki: od niesamowitej przyjaźni, przez wspaniałą miłość, a nawet zbrodnię. Nie brakuje opowieści humorystycznych, które czytając uśmiechałam się od ucha do ucha. Nie brakuje również momentów tragicznych, które czytając miałam łzy w oczach. Jestem przekonana, że jest to pozycja, do której będę wracać (a robię to nieczęsto). 
Książka lekka, przyjemna dla czytelnika ale i wzruszająca, którą szczerze polecam wszystkim czytelnikom na smutne jesienne wieczory. 

Zauroczona tą powieścią bez namysłu sięgnęłam po kolejną książkę tej autorki, a mianowicie "Boże Narodzenie w Lost River". Mam wrażenie, że już ją kiedyś czytałam ale nie jestem do końca pewna, a nawet jeśli to chętnie sobie przypomnę. 

Moja ocena: 8/10

Za oknem jesień w pełni, raz piękne słońce i temperatura powietrza sprzyjająca spacerom, innym razem zaś deszcz i wiatrzysko. Zaczyna mnie dopadać jesienny nastrój, smutno mi i nie chce mi się nic robić. Dziś przechodziłam cały dzień w piżamie i szlafroku, przygnębiona snułam się po mieszkaniu. Poza tym czuję, że bierze mnie jakieś choróbsko, dlatego zaczynam ostrą profilaktykę.
A jutro (może :D) nowość na tym blogu. Porywam się na coś podobnego do recenzji kosmetyków. Jutro pierwsza próba moich sił w tym zakresie :) 
Macie jakieś swoje sposoby na jesienny nastrój? Mam nadzieję, że przynajmniej Was jesień oszczędza, a jeśli tak, to mam nadzieję, że ta piosenka poprawi Wasze humory :)


(wybaczcie tę wersję ale nie znalazłam lepszej, uprzedzam, że chodzi o piosenkę, nie o filmik :) )

Oby do wiosny Kochani! (albo chociaż zimy - takiej mroźnej i z dużą ilością śniegu - innej, nie akceptuję!!




2 komentarze:

  1. Ogladalam tylko film, ktory mnie zauroczyl, ale ksiazka krzyczy z polki, aby ja przeczytac. Szczegolnie po Twoim wpisie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To świetna, naprawdę ciepła i przyjemna historia akurat na te jesienne dołujące wieczory. Jesień to dla mnie idealna pora na książki i filmy, a jeżeli wychodzenie z domu, to tylko w nadzwyczajnych okolicznościach :)

    OdpowiedzUsuń